Mariusz Duma

Dziś nie będzie o muzyce, bo pożegnaliśmy właśnie człowieka, który zapisał się w naszej pamięci na zawsze. Mariusz Duma działał w tej branży na pewno ponad 40 lat…

 

Rok 2023 zapisze się w naszej pamięci na zawsze, bo niedawno pożegnaliśmy, tragicznie zmarłego, naszego wspaniałego kolegę Jarka Rosińskiego, a dziś Jego. Obaj, towarzyszyli nam kawał czasu w drodze zawodowej. Ale to właśnie dziś uświadomiłem sobie, że Mariusz Duma towarzyszy mi dokładnie 40 lat w moim życiu.

Gdzieś dawno temu

Nasze życie zawodowe zbliżyło się na odległość niecałego kilometra dokładnie w 1983 roku. Wtedy wróciłem do Warszawy i zacząłem grać m.in. w klubie “Hades”, a On w tym czasie był kierownikiem klubu “Park”. Oba oddalone są właśnie o kilkaset metrów i oba były pod egidą SGPiS.

Mariusz już wtedy aktywnie włączył się w nurt jednoczenia środowiska didżejskiego, a ja sobie grałem intensywnie przez lat kilkanaście. Zdaje się, to wtedy powstał rzeczywiście pierwszy w Polsce klub płytowy – DeeJay Mix Club.

Po zakończeniu aktywnej dj-ki poświęciłem się oficjalnej działalności wydawniczej w ramach Lion Records. No, ale chyba “ciągnęło wilka do lasu”, bo już w dekadzie ’90 otworzyłem sklep z winylami, a nieco później założyłem klub płytowy DJ Promotion.

Spotkały się dwa kluby…

Tutaj nasze drogi (czytaj pomysły) się spotkały, chociaż , muszą przyznać, że długo się zastanawiałem czy warto otwierać w Polsce drugi klub płytowy. Ostatecznie doszło do tego, głównie dzięki namowom moich przyjaciół z branży Bogdana Fabiańskiego i Pawła Bobrowskiego. Przysłowiowej “oliwy do ognia” dodał Rafał Lachmirowicz, który – jako profesjonalny grafik – szybciej zrobił logo niż ja pomyślałem. 🙂🙂🙂 No i stało się.

Konkurencja

Wydawało się, że dwa kluby w 40 milionowym kraju to o kilka za mało. Pamiętajmy jednak, że daleko nam było do prawodawstwa Unii Europejskiej. Trudno więc było prowadzić taki klub zrzeszający DJ’ów. W tym upatruję przyczynę różnych konfliktów między nami, ale z perspektywy czasu, mam wrażenie, że część z nich byłą … wymyślona. No, a dalej się utarło, że jesteśmy wrogami.

Nic bardziej mylnego…

Nie pamiętam wszystkich pozytywnych epizodów między nami, bo naprawdę jest tego sporo. Kilkakrotnie współorganizowaliśmy nawet Mistrzostwa Polski. Dziś najbardziej pamiętam epizod kiedy jechaliśmy do Wilgi. Jechaliśmy uzgadniać wówczas szczegóły  organizacji jednych z takich mistrzostw. Było nas trzech: Mariusz, mały Krystian (syn Mariusza) i Ja. Oj, musiało być to bardzo dawno, bo “mały Krystian” jest dziś dorosłym facetem.

Ale najbardziej zabawny epizod miał miejsce w Rabce. Wyobraźcie sobie, że w czasie kuligu, szefowie dwóch konkurujących ze sobą klubów płytowych… zgubiło się w lesie. 🙂 🙂🙂 Z dzisiejszej perspektywy brzmi to dziwnie, bo nawet ja nie pamiętam jak to się stało, że dwóch facetów

Na pewno nie była to wina alkoholu, jak pewnie myślicie. Alkohol był później, bo zdeterminowani poszukiwaniem właściwej drogi z lasu trafiliśmy do jakiejś wsi, a tam był sklep spożywczy (otwarty). Cóż robić, trzeba było się rozgrzać…, bo zima była sroga. I tak oto dwaj “wrogowie” spędzili miło czas, bo “porządnie” sobie pogadaliśmy o naszej branży i o życiu.

Zdaje się, że Mariusz Duma nie zdążył nagrać wywiadu dla Bogdana Fabiańskiego, który właśnie kończy książkę. Sądzę jednak, że BF zrobi to swoją ręką, bo znają się jeszcze dłużej niż owe 40 lat. A może ktoś z przyjaciół pomoże?

Pewnie mógłbym jeszcze wiele pisać , ale kto by miał siłę tyle czytać 🙂 🙂🙂. Dlatego powiem, że konkurowanie z Nim motywowało mnie bardzo do tworzenia czegoś nowego. Obaj chyba żałujemy, że nasze środowisko nie jest zjednoczone tak jak trzeba, ale może nowe pokolenie to ogarnie.

God bless, Mariusz 🙏🙏🙏