fading-like-a-flower-roxette-galantis-remix 681 500
od lewej: Galantis i Roxette (kiedyś)

Do tej pory mielismy tzw. zremiksowane covery „Fading Like A Flower”. Tym razem mamy oficjalny remiks czyli z oryginalnymi wokalami.

 

 

Powyższe foto to oczywiście montaż z foto Roxette, ze starych czasów. Przypomnijmy, że wokalistka Marie Fredriksson zmarła w 2019 roku. Muzyka jednak jest nieśmiertelna, di8zerki czemu kolejne pokolenia słuchaczy mogą poznawać, nie tylko nagrania Roxette. Mogą poznawać w postaci remiksów, jak mamy do czynienia w przypadku „Fading like a Flower”.

Zremiksowanie takiego utworu wcale nie jest takie oczywiste i łatwe, bo w grę wchodzi opinia oryginalnego wykonawcy. Piszemy o tym niżej. Dla Christiana „Bloodshy” Karlssona (1/2 Galantis) propozycja realizacji remake’u hitu Roxette była wielkim zaszczytem i przyjemnością. Zrobił na na house, ale po szwedzku czyli z odrobiną lżejszych brzmień tzw. Eurodance. Czy się to spodoba? Zobaczymy.

Sam pomysł remiksu narodził się podczas niedawnych obchodów z okazji 30. rocznicy wydania legendarnego albumu „Joyride” Roxette.

Per Gessle z Roxette ocenia

  • Na „Joyride” mieliśmy trzy wielkie piosenki. Pomyśleliśmy więc, że znajdziemy jakiegoś artystę bądź producenta, którego lubimy i szanujemy, i który przygotowałby nową, świetną wersję jednego z tych kawałków. Od razu pomyśleliśmy o Galantis. Po produkcjach Christiana w całym katalogu Galantis słychać, że jest prawdziwym muzykiem. Słychać to również w jego wersji „Fading Like A Flower”. Chłopak wie, co robi… 
  • Moim zdaniem to atut, że wersja Galantis jest inna. Jaki byłby sens robienia remake’u, który przypominałby oryginał? Teraz brzmi to zupełnie inaczej, ale kiedy tylko pojawia się głos Marie i melodia, wszystko staje się jasne. Pojawił się też nowy refren, co było bardzo błyskotliwym posunięciem 

Christian remiksuje ?

Jednym z wyzwań przy tworzeniu nowej wersji „Fading Like A Flower”, było nadanie jej rozpoznawalnego dla Galantis brzmienia. W sumie – jak mówi producent – powstało wiele różnych wersji, nim był zadowolony z rezultatu.

  • Zwaliło mnie z nóg. Dorastałem na muzyce Pera i Roxette. Oni byli legendą. Wtedy wydawało się, że cały świat słucha „Joyride”. Był to jeden z niewielu wykonawców, których lubiłem i ja, i moi rodzice.
    Kiedy mi zaproponowano tę pracę, najpierw się wystraszyłem. Tam przecież niczego nie trzeba naprawiać. To dość przerażające zmieniać czyjąś piosenkę, która jest znakomita, a na dodatek legendarna. Wiedziałem, że muszę inaczej podejść do tematu, zrobić coś zupełnie innego. Nie możesz przecież zmieniać utworu w coś, czym już jest…
    Mój pierwszy pomysł zupełnie nie wypalił. Wtedy zrozumiałem, że to będzie proces. Próbowałem więc wszystkiego i sprawdzałem, do czego mnie to doprowadzi. Próbowałem i próbowałem, ale bardzo podobała mi się ta praca. Prawdę mówiąc, najbardziej bałem się reakcji Pera.

Finalnie, wszyscy są zadowolenia, a czy publiczność – przekonamy się niebawem.